
SCARLETT DEMELZA BEETROOT – CUCUMBER
– 8 sierpnia 1980 rok – Policjantka – Szczęśliwa małżonka zachowująca się jak nastolatka – Dumna i opiekuńcza matka Charliego i Susan – Władczyni rondla i patelni – Jej praca przy roślinach ogranicza się do kupienia sztucznych kwiatów – W każdą niedzielę robi naleśniki tańcząc po kuchni i udając, że solniczka to mikrofon – Will, nie miałeś odebrać Susan? – John, czy to jest granat? Nie, nie chcę wiedzieć – Susan nie gryź brata, Charlie nie wkładaj jej kredki do nosa – Matka na pełen etat – Pismo o przedłużenie dobry do czterdziestu ośmiu godzin już zostało wysłane - Wieczorem można ją spotkać przy kominku z kieliszkiem wina i książką – Zapominalska, milion kalendarzy w torebce – Ukochany pies Frido, którego po kryjomu wpuszcza do łóżka, gdy mąż już zasypia – Diablica i anioł w jednym ciele – Osoba wciąż wierząca w ludzkość i dobrą wolę – Kobieta to nie jest słabsza płeć – Zawsze na obcasach i z oznaką –
POWIĄZANIA - TELEFON
______________
Fc: Sarah Gadon
Oddamy męża w dobre łapki
Tytuł : Christina Aguilera "Fighter"
Witam na blogu panią policjant. Może mnie pani odnajdzie?
OdpowiedzUsuń[Fajna ona i zdjęcie ładne :)
OdpowiedzUsuńO matko, komentarz powyżej mnie powalił, haha :D]
Już niedługo Ktoś
[Hey soul sister!
OdpowiedzUsuńJakiś ładny wątek?]
Braciszek
[No cześć :) Hmm, zapewne by chciała, nawet bardzo. Któregoś dnia mogłaby wpaść wcześniej, Johna by jeszcze nie było, więc wdałyby się w małą pogawendkę i i Alisha wypytałaby Scarlett o zachowanie jej brata po powrocie do domu ;)]
OdpowiedzUsuńAlisha
Czuł skórę pękającą na knykciach z każdym uderzeniem o worek treningowy. Nie obwiązał dłoni bandażami, chciał czuć ból i krew. Szumiało mu w uszach, oddech przyśpieszał, pot skapywał po karku. Druga w nocy, znów nie mógł spać. Słone krople mieszały się ze łzami desperacji i żalu. W głowie miał dźwięk przeładowywanego karabinu, strzałów, krzyki kompanów. Dziewięć lat odbiło się na nim głębokim piętnem, zadrą na sercu. Jasne, przyjeżdżał co jakiś czas na przepustkę, ale bardzo rzadko. Tydzień w niewoli. Nie pozwolił powiedzieć o tym Scarlett. To właśnie ten czas śnił mu się najczęściej. Krew tryskająca z tętnicy Roya, uścisk wyginający ręce i pusty magazynek. A ostatnia kula powinna być dla niego. Scarlett nie wiedziała i nigdy się nie dowie. Nie wyraził zgody na podawanie informacji rodzinie, dopóki nie zostanie udowodniona jego śmierć. Wolał, żeby dostała nieśmiertelnik i telegram Zginął w akcji. Udało mu się przeżyć. Nie musiała więc wiedzieć.
OdpowiedzUsuńRaz. Dwa. Raz. Dwa. Uderzał. Raz rytmicznie, raz nie, imityjąc walkę. Złapał go skurcz, oparł się gwałtownie o szafkę, zrzucając torbę z narzędziami na beton. Odgłos spadających, metalowych kluczy, śrób rozsypujących się po garażu wzmacniał się jeszcze przed senną ciszę dookoła. Zaklął szpetnie. I głośno. Na pewno go słyszeli w domu. Westchnął bezradnie, zaczynając zbierać wszystko z posadzki. Odłożył torbę na miejsce.
Schował twarz w dłoniach, opierając się biodrami o felerną szafkę. Nie miał złudzeń, był wrakiem człowieka, ręce mu się trzęsły, czasem nie mógł utrzymać kubka w dłoni. Usłyszał otwierające się drzwi. Cholera.
- Aresztujesz mnie za zakłócanie ciszy nocnej? – zapytał, niby żartobliwie, ale z pewną goryczą w głowie, której nie potrafił ukryć. Trząsł się. Był zmęczony, niewyspany, niszczył sam siebie nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.
Jego siostrzyczka nie powinna go takim widzieć. Powinien być dla niej silnym. Ona żyłą w sennym miasteczku. Nie zmagała się z demonami zabitych własną ręką. Miał przed oczami trupy o pustych oczodołach, szukające miłosierdzia w lufie jego karabinu.
John Beetroot
Uśmiechnął się. Taak, to mogłoby być ciekawe, zwłaszcza, że byli rodzeństwem o bardzo bliskich kontaktach. John nadal miał problem z tym, że jego mała siostrzyczka ma dzieci. Przecież wiedział dokładnie, skąd one się biorą, ale próbował nie myśleć o Willu jako o facecie, który pieprzy jego siostrę. Chociaż czasem, gdy musiał zajrzeć do kuchni i zauważył, że któreś z dzieci zostawiło zapaloną lampkę, gasząc ją słyszał jednoznaczne, stłumione odgłosy. To nie było zbyt szczęśliwe w jego przypadku.
OdpowiedzUsuńDrgnął, gdy go dotknęła. I tak jej dotyk tolerował najbardziej. Kwestia zaufania. Oni nie poszliby za sobą w ogień, oni pobiegliby po gaśnicę, aby ratować drugiego.
- Nie mrucz, Madame Red, moja egzystencja sprowadza się do robienia zakupów, zabawy w niańkę dla twoich dzieci i naprawiania popsutego kranu. Pozwól człowiekowi żyć. – Od jakiegoś czasu John uznawał, że odczuwa się życie, gdy boli. Kiedy krew pulsuje szybciej w żyłach, obumierają komórki i krzyczą nerwy.
Nie tylko jego dłonie wyglądały koszmarnie. Nie golił się o tygodnia, pod oczami miał sine podkowy, a białka przekrwione. Niesamowicie niebieskie oczy, wręcz przeszywające swoim kolorem, wspólne dla rodzeństwa, dodawały tylko jego rysom ostrości, co nie łagodziło objawów zmęczenia.
- Daj spokój. Idź spać. Ja mogę pozamulać przed telewizorem, ty idziesz do pracy. – Posłał jej wymuszony uśmiech, wiedząc, że to jej nie przekona. Znali się jak łyse konie, mało co umykało jej oczom. Na pewno domyślała się, że coś jest nie tak, że kłamie, ale nie naciskała. Wiedziała, że nie może sobie jeszcze z tym poradzić.
On za to pamiętał drania aż za dobrze. Był wtedy raptem dwa lata w wojsku, ledwo przestał być rekrutem. Wrócił na przepustkę, ale zamiast roześmianej Scarlett, zastał zasmucone błękitne oczęta. Chłopak do dziś ma problemy z oddychaniem jedną dziurką nosa. Nowe mięśnie do czegoś się przydały.
John miał wrażenie, że jego siostra poszła do akademii wojskowej właśnie przez niego, przez broń w kaburze, którą przynosił do domu i mundur. Rodzeństwo z piekła rodem. Taki ich właśnie określili jej znajomi, gdy na rozdanie dyplomów przyszedł w odświętnym mundurze.
Braciszek
[Paul Walker <3
OdpowiedzUsuńW sumie, mogą mu napisać coś na samochodzie (any ideas?) i on będzie podejrzewać, że to najstarszy rocznik, który ma problemy z fizyką i się mszczą. Na nic więcej mnie dzisiaj nie stać...]
Nicholas
[Wątek wychodzi ode mnie, więc zacznę, ale najpewniej jutro :)]
OdpowiedzUsuńNicholas
Jemu też przypominała matkę. Aż miał ochotę mówić do niej: „dobrze mamo”, ale w odpowiednim momencie się powstrzymywał. Zwłaszcza, gdy jadł tosty w towarzystwie jej dzieci, choć wtedy też to było najbardziej silne. Uniósł jedną brew na usłyszane zdanie.
OdpowiedzUsuń- Uroczym? Określiłbym siebie innymi przymiotnikami. Uroczy wujek ma boiler, nie kaloryfer, wąsa i w szafie trzyma sweterki od ulubionej cioci, nie kałasznikowa.
Obejrzał się za siebie, jakby czegoś szukał, ze złośliwym uśmiechem na wąskich wargach.
- Nie wiem gdzie jest moja. Wezmę twoją szczoteczkę. – Mogła wiedzieć, że i tak się ogoli. Wojskowa dyscyplina, nie wolno hodować brody, trzeba mieć gładkie policzki. On stale czuł się i zachowywał jak żołnierz. Postawa, wykonywanie poleceń zanim do mózgu dotrze, co właściwie to znaczy. Oczywiście nie był całkowicie bezwolny, po prostu nauczył się nie kwestionować rozkazów.
Prawie nie zauważył pieczenia. W ogóle nie zrobiło to na nim wrażenia. Bardziej przejął się rozlaną wódką i gryzącym zapachem, niż jej odkażaniem. Widział, jak jej usta poruszają się w liczeniu butelek. Miał je wyrzucić, ale zawsze miał coś lepszego do roboty, jak nowy odcinek Spidermana.
- Kazałem ci wypalić wszystko co masz za jednym razem, a potem dodałem jeszcze dwie paczki, które sam kupiłem. Rzygałaś jak kot. – Wiedział, do czego zmierzała. – Od nadmiaru procentów można zejść. Wolisz brata popijającego przed snem czy trupa?
Zmarszczył się jak kot, gdy złapała go za nos. Dwa garbki po złamaniach czyniły go jeszcze bardziej charakterystycznym. Wziął dwa głębokie wdechy, gdy go puściła, robiąc przy tym głupie miny.
- Po prostu… Czasem tylko jak urżnę się jak świnia, mogę spać. – Wymówił to szeptem. Oparł głowę o ramię siostry. – Ja nie mogę zapomnieć, Madam Red. – Zaczął płakać, jak dziecko, ale nie mówił już nic, tylko moczył swoimi łzami jej gryzący sweter. Trząsł się spazmatycznie, nie próbował się nawet opanować. W końcu jednak podniósł głowę i na nią popatrzył.
- Bardzo dziś pada – wyszeptał. Na nocnym niebie nie było wyjątkowo ani jednej chmurki.
Załamany braciszek
Nicholas kolejną noc przespał-nieprzespał. Co chwilę się budził, kręcił, z boku na bok, wstawał, żeby napić się wody, otwierał okno, zamykał okno. Dopiero nad ranem udało mu się jako tako zasnąć i chwile odpocząć. Tak, czasami miewał takie noce, podczas których po prostu patrzył w sufit i myślał. Nienawidził tego. Jak bardzo chciał się od tego uwolnić, tak bardzo mu się nie udawało. Myślał, że może to miasteczko jakoś go wyciszy, zapomni… Niestety, tak nie było. Może nie chodziło tyle, co o zapomnienie, co o pogodzenie się z demonami przeszłości. Coś mu nie wychodziło.
OdpowiedzUsuńRano wstał, wziął prysznic, zjadł coś na śniadanie, ubrał się i tak dalej i był gotowy do wyjścia do pracy. Nie wyglądał najlepiej, ale uśmiech potrafi zamaskować wszystko, a on był całkiem niezły już w maskowaniu swoich prawdziwych uczuć. W końcu minęło już tyle lat praktyki…
Wyszedł z domu i generalnie nic nie zapowiadało nieszczęścia. Nawet te cholerne chmury, który bez ustanku sobie krążyły nad miasteczkiem.
Zatrzymał się w półkroku, kiedy zobaczył czerwony napis na swoim samochodzie. To najprawdopodobniej spray. Ale żeby od razu wyzywać go od „pedałów”? To już nie można spotykać się z kolegami w pubach na piwo?
Zmarszczył brwi.
- Kurwa – wymsknęło mu się i zacisnął pięści. W myślach jeszcze raz powtórzył to brzydkie słowo. Co miał teraz zrobić? Jechać autobusem? Najprawdopodobniej. Ale co zrobić z tym? I kto to mógł zrobić?
Wyjął telefon i zadzwonił na policję. No znał swoje prawa, więc dzwonił. Muszą mu jakoś pomóc. I tak pewnie dużo nie zdziałają, tu raczej nie było kamer, ale może debile zostawili odciski palców? Albo cokolwiek. Przecież policja od tego była.
Nicholas
To był jeden z tych ciężarów, który po podzieleniu się z innymi, wcale nie malał. Sekret, który znali jego pracodawcy i terapeutka. Nikt inny nie wiedział, co kryło się pod koszulą kapitana Johna Beetroota, żołnierza z kilkoma odznaczeniami wysokiej rangi, troskliwego brata i wujka.
OdpowiedzUsuń- Ja potrzebuję tych kurewskich flaszek, Scarlett. Poza tym zebrały się z całego miesiąca. – I tak szesnaście to było dużo jak na jeden miesiąc. Wychodziło pół litra na dwa dni, mniej więcej, a czasem nie musiał w ogóle pić, leki lub terapia robiły swoje, a czasem wypijał więcej. Usprawiedliwiał się, choć sam widział, że się pogrąża. Czy kiedykolwiek myślał, że tak skończy? Nigdy. Zawsze myślał, że będzie tym samym oficerem, w arafatce i okularach przeciwsłonecznych rodem z filmów o Jamesie Bondzie. Rzeczywistość żołnierzy bywa okrutna.
- Nie pytaj mnie, Madame Red. Nie dziś. Kiedyś ci powiem, nie dziś. – Otarł oczy nadgarstkiem, jakby chciał odegnać łzy, złe myśli, wytrzeć je. Do końca życia nie zmaże z siebie okrucieństwa, jakiego dokonano na nim i którego sam dokonał. Rozumiał złość terrorystów. Rozumiał ich pobudki. Dlaczego nie dało się rozwiązać wszystkiego pokojowo? Bez stosów trupów, głodnych dzieci i przelewania krwi?
- Wierz mi, słońce czasem dręczy mocniej niż ulewa. – Odsunął się od niej i wszedł na pierwszy stopień schodków. – Idź spać, Scarlett. Dam sobie radę. – Kłamał. Jego oczy krzyczały zostań, siostrzyczko, boję się, ale musiał o nią dbać, on przetrwa, jak zawsze, w końcu jest żołnierzem, wojownikiem, stworzonym do walki. Przez tę walkę właśnie teraz mierzy się z prywatnymi demonami, zżerającymi go od środka. Wódka nie była odpowiedzią, ona tylko poiła demony w oczach i przekształcała je w problem więcej niż jednej osoby.
[ Cześć. Jestem całkowicie na tak! :) To kto zaczyna? Ale fajna ta pani policjantka :D Pozdrawiam ]
OdpowiedzUsuńElizabeth
Miasteczko było małe, więc policja przyjechała dość szybko. Nick czekał na nich, siedząc sobie na schodach na werandzie. Już zadzwonił do szkoły, że przyjedzie najprawdopodobniej na drugą lub trzecią lekcję. Niech się dzieciaczki cieszą, może ominie ich kartkówka. Albo wręcz przeciwnie, Nick jeszcze się nad tym zastanawiał – pogrążyć ich i zniszczyć sobie wieczór… No ale wpisać im jedyneczkę…
OdpowiedzUsuńWstał, widząc parkujący radiowóz. Uścisnął dłoń pani oficer.
- Nicholas Reece – podał jej swój dowód, żeby nie było. Nie miał czego ukrywać. Niech spisze, co tam sobie chciała i co było jej potrzebne do pracy, nie interesowało go to. Właściwie to było mu przykro. Nie spodziewał się, że w takim ładnym miasteczku może się wydarzyć coś takiego. Ludziom się nudziło czy jak?
- Proszę za mną – powiedział do kobiety i zaprowadził na podjazd przy garażu. Stał sobie tam jego samochód z czerwonym, obraźliwym napisem. – Owszem, podejrzewam kogoś – zaczął, nim policjantka zaczęła zadawać pytania. – Ale nie wiem, co to to. Możliwe, że to moi uczniowie z trzeciej klasy. Nie radzą sobie z fizyką, której nauczam. Może chcieli się zemścić za ostatni sprawdzian, nie mam pojęcia – westchnął ciężko. Chciałby już zabrać się za zmywanie tego, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zmyć tę farbę będzie naprawdę ciężko. Powinien może od razu umówić się do lakiernika czy coś.
Nicholas
Nicholas po prostu nie mógł w to uwierzyć. Kto chciałby demolować mu samochód? Tylko za złe oceny? Jasne, że teraz gówniarzernia robiła się coraz bardziej wredna, podła i w ogóle jedna wielka masakra, ale żeby takie rzeczy robić swoim nauczycielom? Ach, szkoda, że nie można było bić uczniów linijkami jak kiedyś. Może wtedy życie byłoby prostsze. No i jeszcze to całe bezstresowe wychowanie. Szkoda gadać.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie sprawdzałem – westchnął ciężko, a potem nacisnął przycisk na pilocie i otworzył samochód. Teraz kobieta mogła sprawdzić wszystko w środku. Nic nie zginęło ani ze schowka, ani z bagażnika. Więc pewnie chodziło tylko o zniszczenie samochodu.
- Nie wiem, czy to do końca oni, ale nikt inny nie przychodzi mi do głowy – podał jej trzy nazwiska chłopaków z jednej ze swoich grup. – Idzie im fatalnie, grozi im oblanie przedmiotu na całej linii i nie potrafią się zmobilizować. A ile ja mogę ich namawiać, żeby nauczyli się chociaż wzorów?
Nick wiedział, że dzisiaj było ciężko z matematyką, a tam bardziej fizyką, więc nie trzeba było się u niego specjalnie wysilać, jeśli temat był trudny. Wystarczyło tylko dobrze dopasować wzory i potem ewentualnie je przekształcić. Jeśli nawet to było dla nich trudne… to już naprawdę nie wiedział, co ma robić.
- Jeśli sobie coś przypomnę, jakieś krzywe spojrzenia, to na pewno dam pani znać – zapewnił ją i znowu westchnął ciężko. Już nie chodziło o wydatki, serio. Ale o sam fakt takiego czynu.
Nicholas
[Jestem za ^^ Rose jako młodej mamie przyda się przyjaciółka mająca już doświadczenie w wychowywaniu dzieci.]
OdpowiedzUsuńRose T.
[ W sumie zależało mi bardziej na wolnej dziewczynie, bo wtedy Patrick mógłby pod koniec z nią być, ale trudno. Zgadzam się. Mogłabyś zacząć? Nie lubię zaczynać. :)]
OdpowiedzUsuńPatrick
Nikt nie dawał jej szans na to, że poradzi sobie sama z wychowywaniem syna. W oczach innych, nawet własnych rodziców, była rozkapryszoną i leniwą egoistką z duszą i poczuciem odpowiedzialności piętnastoletniej nastolatki, która nie dałaby sobie rady z zajmowaniem się rybkami w akwarium, a co dopiero z dzieckiem. Narodziny synka jednak zupełnie ją zmieniły. Nigdy nie podejrzewała, że umiałaby być tak zorganizowana. Nauczyła się tego, czym jest odpowiedzialność, poświęcenie i, przede wszystkim, bezgraniczna miłość. Mały Gabryś był jej oczkiem w głowie i była gotowa poświęć dla niego wszystko. Pierwszy raz w życiu czuła się naprawdę potrzebna i kochana.
OdpowiedzUsuńNie było chwili odpoczynku od bycia mamą, więc kiedy Scarlett zadzwoniła do niej z zaproszeniem na ciasto, nie miała innego wyjścia, jak tylko ubrać małemu ciepłą kurtkę, czapkę, buciki, wsadzić w ręce kolorowe zabawki i zapakować go do wózka razem z torbą pełną ciastek, ubranek na przebranie, kubeczkiem z dzióbkiem i pieluszkami, bo ich przygoda z nocnikiem dopiero się zaczynała.
Zapukała do drzwi mieszkania przyjaciółki akurat w chwili, kiedy Gabryś znudził się pluszowym, szczekającym pieskiem i dał o tym znać, wybuchając głośnym płaczem i usilnie starając się wydostać z wózka. Westchnęła cicho, patrząc na synka z nutę rezygnacji w oczach. Czy naprawdę musiał rozpocząć bunt w tej chwili?
Uśmiechnęła się na widok przyjaciółki, którą traktowała niemal jak wyrocznię w sprawach macierzyństwa. Naprawdę podziwiała Scarlett. Nie miała pojęcia, jakim cudem kobieta dawała radę pogodzić wychowywanie dwójki urwisów z pracą na pełen etat i byciem dobrą żoną. Ona miała problem, aby poradzić sobie z jednym dzieckiem i była wiecznie zmęczona, choć, nieskromnie mówiąc, uważała się za całkiem dobrą mamę.
- Wybacz, nie miałam z kim go zostawić. Niania jest chora – powiedziała, wciągając wózek do mieszkania i pospiesznie wyjmując synka z wózka.
Kiedy tylko Gabryś znalazł się w ramionach matki, przestał tak rozpaczliwie krzyczeć i przetarł mokre oczka rączkami, a potem spojrzał na ciocię Scarlett i uśmiechnął się szeroko.
Jednak jemu ciężko było uwierzyć w to, że uczniowie mogli posunąć się do takich rzeczy, bo nie idzie im z fizyki. Chociaż właściwie z tą dzisiejszą młodzieżą to też różnie bywało. Wszystko było możliwe.
OdpowiedzUsuń- Nie, zawsze mam przy sobie, spokojnie – podał jej dowód rejestracyjny. – A wydawałoby się, że to taka spokojna okolica… - westchnął ciężko. I tak był już spóźniony do pracy. Miał ochotę w ogóle tak nie iść i zadzwonić do dyrekcji, że się źle czuje. Musiał zająć się swoim autem. Z drugiej strony nie chciało mu się na to patrzeć. Szkoda, że dzisiaj nie miał zajęć z tamtą grupą. Chciałby zobaczyć ich twarze i spojrzeć im prosto w oczy. – Chętnie skorzystam z podwózki – chciał się uśmiechnąć w ramach podziękowania, naprawdę, ale kto by się uśmiechał po czymś takim.
Spojrzenia sąsiadów i tak już miał zagwarantowane. Dlatego poszedł po materiał, którym mógłby zakryć samochód. Poczekał, aż pani oficer wszystko sprawdzi i zabezpieczy, a potem narzucił materiał na auto.
Wsiadł do radiowozu i spojrzał przed siebie.
- Nie rozumiem, po co ktoś miałby to robić – pokręcił głową. – Żeby to jeszcze była prawda – prychnął. To nie tak, że nie lubił w ten sposób mężczyzn. Nicholas po prostu był biseksualny i tyle. – Będzie ciężko znaleźć sprawców? Wie pani, nie chodzi mi o karę tylko o to, kto to zrobił.
Nicholas