ur. 15 kwietnia 1975 roku ― żołnierz na emeryturze ― och, jestem bardzo grzecznym chłopcem ― morderca ― matki straszą nim swoje dzieci ― mieszka kątem u siostry od powrotu z Iraku ― broń zawsze w zasięgu ręki ― telefon ― oficjalnie bezrobotny ― po nocach śni o niewoli, budzą się przerażony ― w piwnicy zrobił z siostrą strzelnicę ― maniak kreskówek, które ogląda z siostrzeńcami ― powiązania ― prawie nie wychodzi z domu ― najbardziej wyszukane danie, które umie zrobić to budyń z paczki ― do wojska poszedł zamiast studiów ― mówi biegle po arabsku ― tak, Scarlett, to jest granat. Cholera, widziałaś gdzieś zawleczkę? Tylko żartuję!
Kapitan John Beetroot
– John, spokojnie, jesteś już w domu
– John jest martwy, Scarlett. On nigdy nie wróci do domu.
Mieszkasz na piętrze garażu, ściana oddzielająca cię od domu siostry wygłuszona dodatkową pianką, aby nie słyszeli twoich nocnych koszmarów i głuchego uderzania w worek treningowy. Wstajesz o czwartej, ścielisz łóżko. Można rzucić na nie monetę i ta się odbije, wojskową dyscyplinę masz we krwi. W końcu to już dwadzieścia lat, z czego dziesięć przesiedziałeś na pustynnej, gorącej ziemi Iraku.
Biegasz po ulicach Whitehaven zanim ktokolwiek wyjdzie z domu. Próbujesz ominąć psa Scarlett, rzucając mu kość. Jak zwykle nie daje się zwieść i próbuje pogryźć cię po kostkach. Przywykłeś. Wracasz, bierzesz krótki, zimny prysznic. Nauczyłeś się szanować wodę, choć tutaj masz jej w nadmiarze. Czasami, gdy masz bardzo zły dzień, zalewasz płatki śniadaniowe wódką, ale tak, żeby dzieci siostry nie widziały. Oni nie wiedzą, choć pewnie to kwestia czasu. Dobrze wiesz, że mała Madame Red w końcu zacznie pytać, zajrzy dyskretnie w kartotekę, zobaczy cię kiedyś bez koszulki. Wtedy będziesz musiał opowiedzieć jej o niewoli.
Od szóstej rana nie wychodzisz z domu. Starasz się z niego nie wychylać. Stale czujesz się chory przez wszechobecną wilgoć. To już nie jest twój dom. Spędzasz cały dzień przed telewizorem albo w prowizorycznej strzelnicy. Nadal masz status żołnierza, ale wysłali cię na urlop. Wiec właściwie to jesteś bezrobotny. Naprawisz kran, pogrzebiesz przy silniku samochodu, ale nie nadajesz się właściwie do niczego.
Wieczorami jesz kolację z całą rodziną. Starasz się jeść kulturalnie, nie bluzgać przy dzieciach i nie opowiadać o makabrycznych rzeczach przy stole. Chociaż się starasz, nie zawsze wychodzi. Ćwiczyć do upadłego, licząc, że zaśniesz snem sprawiedliwego. Nigdy nie działa. Zawsze obudzisz się ze stłumionym jękiem, który dla twojego umysłu jest krzykiem rozpaczy, zaplątany w kołdrę, ze spoconą koszulką. Nadużywasz leków nasennych. To i tak nic nie daje. Ciągle czujesz na potylicy dotyk lufy.
_____
Przeprzystojny pan Richard Armitage, poszukiwane powiązania, Johna nie było w miasteczku przez prawie dziesięć lat, teraz ma bagaż życiowy, problemy z alkoholem i emocjami. Lubię zaczynać.
Od szóstej rana nie wychodzisz z domu. Starasz się z niego nie wychylać. Stale czujesz się chory przez wszechobecną wilgoć. To już nie jest twój dom. Spędzasz cały dzień przed telewizorem albo w prowizorycznej strzelnicy. Nadal masz status żołnierza, ale wysłali cię na urlop. Wiec właściwie to jesteś bezrobotny. Naprawisz kran, pogrzebiesz przy silniku samochodu, ale nie nadajesz się właściwie do niczego.
Wieczorami jesz kolację z całą rodziną. Starasz się jeść kulturalnie, nie bluzgać przy dzieciach i nie opowiadać o makabrycznych rzeczach przy stole. Chociaż się starasz, nie zawsze wychodzi. Ćwiczyć do upadłego, licząc, że zaśniesz snem sprawiedliwego. Nigdy nie działa. Zawsze obudzisz się ze stłumionym jękiem, który dla twojego umysłu jest krzykiem rozpaczy, zaplątany w kołdrę, ze spoconą koszulką. Nadużywasz leków nasennych. To i tak nic nie daje. Ciągle czujesz na potylicy dotyk lufy.
_____
Przeprzystojny pan Richard Armitage, poszukiwane powiązania, Johna nie było w miasteczku przez prawie dziesięć lat, teraz ma bagaż życiowy, problemy z alkoholem i emocjami. Lubię zaczynać.

Jesteś tak samo zaginiony jak ja John. Ja cieleśnie, Ty w odmętach swego umysłu i cierpieniu przeszłości.
OdpowiedzUsuńTo ja chętnie się dowiem nieco więcej o Alishy :)
OdpowiedzUsuńZostawiam swojego maila - sojustgetbuzzed@gmail.com
[Braciszka. Twa siostra z utęsknieniem czeka na rozpoczęcie ]
OdpowiedzUsuńScarlett
[Cześć, mój irytujące pacjencie <3 Rzuć jakimś ciekawym pomysłem na nasz wątek, a zacznę! :3]
OdpowiedzUsuńAlisha
[Czyli sam początek ich znajomości. Alisha już wie co się wydarzyło w jego życiu czy jeszcze tak nie bardzo?]
OdpowiedzUsuńAlisha
[Okej, okej ;) To postaram się zacząć w niedługim czasie.]
OdpowiedzUsuńAlisha
Alisha Matthews była osobą, która lubiła wyzwania. Niestety, jej dotychczasowi pacjenci nie dostarczali jej tego, czego potrzebowała. Wręcz przeciwnie, miała ochotę strzelić sobie w łeb, gdy po raz setny wysłuchiwała tego samego o tym, jak to jedna z jej pacjentek jest chorobliwie zazdrosna o męża, druga nie umie przestać myśleć o seksie, zaś pewien dwudziestolatek, jej nowy pacjent, ciągle gada w kółko o dziewczynie, w której się zakochał i niedawno zaczął prześladować. Jej kariera zdecydowanie stanęła w miejscu i nic nie wskazywało na to, że prędko się to zmieni. Już nawet pogodziła się z faktem, że utknęła w swym rodzinnym miasteczku i nigdy nie uda jej się wyprowadzić do większego miasta, gdzie mogłaby się rozwijać. Kiedyś chciała wyjechać do Nowego Jorku i tam założyć mały gabinecik w centrum, gdzie zarabiałaby tysiące na leczeniu ludzi, którzy spali na pieniądzach. Niestety, nigdy nawet nie wsiadła do samolotu, bowiem za bardzo bała się porażki. Teraz bez problemu kupiłaby bilet i jak najszybciej poleciała do Nowego Jorku, aby chociaż spróbować. W tej chwili jednak miała kredyt na mieszkanie i niewielki gabinet w Carlisle, więc wyjechać nie mogła.
OdpowiedzUsuńCzasami jednak los potrafi się do ciebie uśmiechnąć.
Kiedy do jej drzwi zapukał pewien wojskowy z propozycją leczenia jednego z żołnierzy, który mieszkał w sąsiednim miasteczku, Alisha od razu wywąchała świetną okazję na wybicie się i zarobienie trochę więcej pieniędzy niż dotychczas. Zgodziła się więc bez wahania, odbierając od owego wojskowego całą kartotekę swego pacjenta, którą studiowała dniami i nocami, zanim w końcu umówiła się z mężczyzną na pierwsze spotkanie. Nie miała nawet nic przeciwko jeżdżenia za każdym razem z Carlisle do Whitehaven, tak była podekscytowana swoim nowym zadaniem. Nie miała tylko pojęcia, że John Beetroot stanie się człowiekiem, który będzie spędzał sen z jej powiek i sprawi, że będzie wyrywała sobie włosy z głowy.
Jadąc w stronę Whitehaven, cały czas zerkała jeszcze w papiery mężczyzny, zupełnie nie przejmując się swoim bezpieczeństwem na drodze. Całe szczęście, dotarła do miasteczka cała i zdrowa, choć niewątpliwie lekko zdenerwowana, co starała się zniwelować ziółkami na uspokojenie, które popijała z termosu.
Podjechawszy pod odpowiedni dom, a przynajmniej taką miała nadzieję, pozbierała z fotela wszystkie notatki i wcisnęła je do torebki, którą przewiesiła sobie przez ramię. Zerknęła jeszcze szybko w lusterko, założyła za ucho kosmyk włosów łaskoczący ją w twarz, po czym wysiadła z samochodu i ruszyła krótkim chodniczkiem w stronę domu. Stanąwszy przed drzwiami dokonała jeszcze ostatnich poprawek swojej osoby, aby po chwili nacisnąć dzwonek.
Alisha
[Nic nie szkodzi, przecież było trzydzieści minut ;)
OdpowiedzUsuńKumple od kieliszka zawsze spoko, ale Nicholas nie był od zawsze w tym mieście, tylko od kilku lat dopiero. Mogli się poznać, jak on był na przepustce czy coś takiego, teraz mogą się spotkać w sklepie monopolowym, nie zdążą pogadać, bo tu nagle wpada jakieś ziomuś z bronią, wymachuje nią i chce okraść pana sprzedawcę, a tu niestety plan bierze w łeb, bo John opanowuje sytuację, może trochę za bardzo obijać twarz napastnikowi i Nich może go odciągnąć od tego ziomusia. To tak na wstępie.
Btw, super zdjęcie <3]
Nicholas
Scarlett rzadko miała problemy z zaśnięciem. Zazwyczaj przychodziła z pracy i gdy ściągała kaburę biegała z dziećmi po całym domu. Nie chciała, aby Charlie, czy Susan odczuwali brak matki tylko dlatego, że wbrew woli męża poszła do pracy. William wychował się w rodzinie, gdzie kobieta jedynie stała przy garnkach i ładnie wyglądała. Może dlatego tak długo trwało jego przestawienie się do Scarlett, która nie należała do osób słuchających poleceń. Wolała działać na własną rękę. Obróciła się na drugi bok przodem do śpiącego mężczyzny. Jego ramiona obejmowały ją a ciemne kosmyki łaskotały w blady policzek. Westchnęła oczy i zamknęła oczy marząc o śnie. W tym momencie usłyszała głośny trzask i podskoczyła na miękkim materacu. Doskonale wiedziała skąd dochodzi ten dźwięk. Upewniając się, że Will wciąż jest w krainie Morfeusza wyplątała się z jego kończyn. Drgnęła, gdy bose stopy zetknęły się z zimną posadzką. Narzuciła na ramiona długi sweter i na paluszkach opuściła sypialnię. Przeszła korytarz jednocześnie upewniając się, że hałas dochodzący z sypialni Johna nie obudził dzieci. Uśmiechnęła się z rozmarzeniem, gdy dostrzegła, że Susan trzyma pod pachą ulubioną maskotkę kotka, a chłopiec ukrywa przed wszystkimi swojego puchatego misia. Przymknęła drzwi i usłyszała przekleństwo. Podeszła do drzwi i zatrzymała dłoń kilka cali od klamki. Pamiętała Johna, gdy jeszcze jako mała dziewczynka uwieszała mu się na szyi i prosiła, aby zabrał ją na plac zabaw. Jak przez mgłę pamiętała swojego pierwszego chłopaka, który przespał się z jej przyjaciółką, a potem chodził ze złamaną szczęką. Kojarzyła wszystkie te przesłuchania, którymi poddawał próbie przyszłych partnerów. To zawsze on dbał o nią i trzymał za rękę. Teraz los kazał jej się odwdzięczyć. Niektórzy mówili, że przyjęcie byłego żołnierza będzie szkodliwe dla dzieci. Po chwili weszła do środka.
OdpowiedzUsuń- Nie chcę wiedzieć jak zareagowałby mój mąż, gdyby nakrył nas na zabawie z kajdankami – odparła z uśmiechem czającym się w kącikach ust. Dopiero później jej wzrok padł na dłonie. – Zwariowałeś? – warknęła podchodząc do niego i ujmując jedną z nich.
Scarlett
Pokręciła głową zaciskając usta. Ostatnio stając przed lustrem zauważyła, że momentami przypomina swoją matkę. Tak samo jak ona mrużyła zabawnie oczy, gdy chciała wyciągnąć prawdę ze swoich dzieci. Stukała paznokciami o blat, gdy myślała nad czymś intensywnie, choć to zostało jej z okresu, gdy rzucała palenie i musiała czymś zająć dłonie. Z ciężkim westchnieniem nachyliła się, by otworzyć jedną z nielicznych szafek i zaklęła widząc parę pustych butelek po wódce.
OdpowiedzUsuń- Nie jesteś niańką dla moich dzieci, ale uroczym wujkiem – zauważyła celowo ignorując część o robieniu zakupów i naprawianiu kranu, który psuł się wyjątkowo często.
W końcu znalazła jedną napełnioną i odkręciła czując okropny odór alkoholu. Sama ograniczała się do jednej lampki czerwonego wina. Wódka zostawiała na jej języku paskudny posmak. Mocniej chwyciła dłoń brata i polała cieczą. Nie usłyszała jęku, czy nawet syku. Nie chciała prowadzić zakrwawionego mężczyzny przez cały dom. Domyślała się, że nie chce, aby ktokolwiek widział go w takim stanie. Jutro w pracy miała zjawić się z samego rana, aby pojechać do niedawno obramowanego kościoła, pouzupełniać papiery komendanta, oraz siedzieć przy telefonie i czekać na wezwanie. Dotknęła dłonią jego zarośniętego policzka i westchnęła ciężko.
- Jak jutro się nie ogolisz, to będziesz mył toaletę szczoteczką do zębów – zagroziła chowając butelkę na swoje miejsce.
Policzyła szeptem ilość pustych pojemników i przymknęła oczy. Było ich o wiele więcej, niż powinno. Splotła ręce na piersi i zaczęła tupać jedną nogą. Robiła tak zawsze, gdy miała wybuchnąć. Powinna rzucić się na niego z pazurami i wydrapać mu oczy, ale jego zmizerniała twarz budziła w niej współczucie. Chciała go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale on nawet jej nie słuchał. Odpychał od siebie wszystkich. Psychologa, jej męża, nawet ją, choć była mu najbliższą osobą po śmierci rodziców. Bez słowa podeszła do biurka i usiadła na blacie. Jej skóra musnęła zimną powierzchnię, ale nie przejęła się tym. Założyła nogę na nogę i ponownie splotła ręce. Wpatrywała się w niego przez chwilę, jakby szukała instrukcji obsługi. Dopiero po latach zrozumiała, że akademia policyjna była wyborem, na który nieświadomie wpłynął. Uwielbiała jego mundur tak bardzo, że zapragnęła mieć własny. Wiedziała jednak, że rodzina nie pozwoli jej wyjechać. Ba! Nawet sam John zabroniłby jej wstąpić do wojska. Jej duże zainteresowanie kryminałami przeważyło nad chęcią bycia jak starszy brat. Włożyła mundur, ale inny niż John. Złapała jego nos między palec wskazujący a środkowy i mocno przyciągnęła do siebie.
- Pamiętasz co zrobiłeś, gdy dowiedziałeś się, że jestem nałogową palaczką? – wycedziła przez zęby.
Ukochana siostrzyczka
Nicholas szukał czegoś, co pozwoli mu w końcu pogodzić się z przeszłością. Niby to zrobił, niby było dobrze i tak dalej, ale nadal miewał koszmary. Bo głupie pięć minut mogło zmienić życie, do jasnej cholery! Obwiniał się za to i już będzie się obwiniał zawsze. Mówili mu, że to nie jego wina, że nie mógł nic zrobić. Gówno prawda, co oni tam wiedzieli o nim i o jego rodzinie? Nic. Absolutnie nic. Wyjechał z rodzinnego kraju, żeby odnaleźć ciszę. Małe miasteczko wydawało się być dobrą opcją. Z dala od zgiełku miasta znalazł pracę tutaj, w miasteczkowym liceum, gdzie dzieciaki nie są takie złe. Są debilami w kwestii fizyki, ale dają radę. Zawsze mogło być gorzej.
OdpowiedzUsuńWyszedł z domu w celu zdobycia jakiegoś alkoholu. Powoli się kończył, a on lubił mieć w zanadrzu zawsze odrobinę procentów. Zawsze po koszmarze musiał się napić. Niewiele pomagało, ale on wmawiał sobie, że przynajmniej zaśnie i rano nie będzie wyglądał jak zombie.
Wszedł między regały z alkoholem i rozejrzał się szybko. Doskonale znał ten sklep. I to był błąd, ponieważ nie chciał, żeby sprzedawcy go rozpoznawali. Plotki nie były mu potrzebne – tak mówił jego lekarz psychiatra. Ale czego nie mówili, kiedy człowiek chciał ze sobą skończyć raz czy dwa.
Odwrócił lekko głowę i dostrzegł znajomą twarz. No jasne, że rozpoznawał, pomimo kaptura naciągniętego na głowę (swoją drogą, dobry pomysł, też powinien tak zacząć robić). A co mi tam, pomyślał i zrobił kilka kroków w jego stronę. Nawet się uśmiechnął.
- Cześć – przywitał się z nim, chociaż właściwie nie łączyły ich żadne bliższe lub dalsze stosunki. Nick pomyślał jednak, że skoro obaj znaleźli się między półkami z alkoholem, to mogli wymienić ze sobą kilka słów. John jest żołnierzem, był na misji. Nick nie chciał wiedzieć, co musiał tam widzieć i robić.
Nicholas
Nick uśmiechnął się lekko do siebie. Oczywiście, że go pamiętał. Rozmawiał z nim na takie tematy, na które nie miał z kim, bo nikt go nie rozumiał i nie wiedział, o co mu chodzi. Przykre, ale nic nie mógł na to poradzić. A tamtego dnia mógł po prostu powiedzieć Johnowi o wszystkim, co wiedział i co sądził na te skomplikowane tematy. Sam Nick był w wojsku australijskim, tam u siebie, ale tylko na dwuletnim szkoleniu. Nigdy nie wiązał z tym większej przyszłości. Chodziło tylko o to, żeby pójść, odbyć porządne szkolenie i w międzyczasie zastanowić się, czego tak naprawdę w życiu chce. Dowiedział się. A potem wszystko stracił, wszystko poszło się pierdolić, no ale przecież b ę d z i e d o b r z e.
OdpowiedzUsuńKiedy usłyszał krzyk, gwałtownie odwrócił się i instynktownie opuścił głowę, jakby chciał ją schować między ramionami. Jasna cholera! Nawet wódki nie można sobie kupić w spokoju!
Szybko uniósł ręce, a potem po prostu położył się na brzuchu na tej brudnej podłodze. Lepsze to niż dostać kulkę. Widać, że napastnik nie wiedział, co czyni. Pewnie nowy. Przy dobrych wiatrach weźmie kasę i ucieknie.
Spojrzał na dawnego znajomego i przeklął, kiedy zobaczył, że ten zbliża się do nieznajomego młodego mężczyzny. No dobra, Nick, spokojnie, przecież facet jest wojskowym, poradzi sobie, pomyślał Reece, obserwując całe zdarzenie.
- Odsuń się, bo go zabiję! – krzyknął chłopak, wymachując lufą w stronę biednego, przestraszonego sprzedawcy. Owszem, nie wiedział, co robi. Pewnie potrzebował hajsu na narkotyki czy coś.
Nick powoli podniósł się i przeszedł bliżej, trzymając się bardzo nisko. Nie chciał sprowokować napastnika ani go w żaden sposób wystraszyć gwałtownymi ruchami. Troszkę bał się, co tu może się wydarzyć, jednak wierzył, że John sobie z tym wszystkim poradzi, a jutro będą się z tego śmiać w najlepsze. Mimo wszystko nie mógł powstrzymać łomoczącego serca w piersi.
Nicholas
Zmarszczyła nosek na wspomnienie niezbyt szczęśliwie zakończonej przygodzie, gdy brat przyłapał ją z papierosem w ustach. Zawsze słyszała, że posiadanie starszego brata to zdecydowanie same zalety. Przyprowadza do domu starszych kolegów i wprowadza wcześniej w dorosłe życie. Nikt jednak nie wspominał o ich nadopiekuńczości. Scarlett przez dwa tygodnie dostawała mdłości na sam widok papierosa, a chłopak, który dał jej pierwszego nigdy nie pokazał się w okolicy bliższej, niż pięć kilometrów. Scarlett nie musiała nawet pytać za czyją sprawką. Nabrała głośno powietrza i zatrzymała je na chwilę w płucach, dopiero później odpowiedziała.
OdpowiedzUsuń- John, ty nie popijasz – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Wiesz ile naliczyłam tych cholernych flaszek? Szesnaście, szesnaście nikomu nie potrzebnych, kurewskich flaszek!
Zacisnęła zęby. Nigdy nie lubił gdy przeklinała, a od narodzin Charliego robiła to wyjątkowo rzadko. Nawet Will wiedział, że jeśli dochodziło do ostrych słów było naprawdę źle. Zamknęła oczy i potarła skronie. To właśnie przenikliwy ból głowy nie pozwolił jej dzisiaj zasnąć. Zazwyczaj pomagał kieliszek wina, ale jutro rano miała wsiąść za kierownicę, a nie chciała niepotrzebnie ryzykować. Z trudem powstrzymała łzy, gdy oparł czoło o jej ramię. Mocniej przycisnęła go do swojej piersi i poczuła, jak pojedyncza słona kropla przecina jej policzek. Gładziła go po włosach jak robiła to ich matka. Przypomniała sobie siebie w wersji pięcioletniej jak z płaczem biegła w jego kierunku bo zgubiła bransoletkę od mamy i bała się kary. Albo jak skaleczyła się o płot i ukrywała krwawiącą ranę pod bluzą tak długo, aż pojedyncze krople nie spadły na dywan. Gdy ojciec oczyszczał rankę siedziała na kolanach brata i piszczała w jego ramię. Wspominała jak pokłóciła się z chłopakiem i nie przejmując się, że jego pokój jest pełen znajomych weszła do środka, rzuciła torbą i zaczęła kląć na czym świat stoi. Pogłaskała go po głowie.
- Kiedyś zawsze wychodzi słońce – szepnęła całując go w czoło.
Jeszcze raz spojrzała w te jaskrawo – niebieskie oczy, bliźniaczo podobne do jej własnych. Już dawno powinna zadać to pytanie już dawno, ale coś wewnątrz niej zawsze kazało jej się zamknąć. Przymknęła oczy .
- Czego nie możesz zapomnieć Johnny?
Siostrunia
[ Hej! Tak całkowicie na tak, dobry pomysł. :) ]
OdpowiedzUsuńElizabeth
Wszystko działo się dość szybko. Nick skrzywił się lekko, kiedy usłyszał uderzenie, a potem hałas spadającej broni. Szybko się za nią rozejrzał, żeby ewentualnie odkopnąć ją dalej, aby młodzik nie miał do niej dostępu. Na szczęścia wpadła pod ladę, więc z tym problemu nie będzie. Bo będzie z czymś innym. Już był.
OdpowiedzUsuń- John! – zawołał Nick. No dobra, rozumiał, że trzeba takim pokazać raz, a porządnie, że nie powinno się takich rzeczy robić, ale miał wrażenie, że mężczyzna przesadza. Chłopak zapamięta, żeby więcej na sklepy nie napadać. – John! – powtórzył, a potem po prostu podszedł do nich szybko i zaczął odciągać żołnierza od chłopaka. Nick nie wiedział, co działo się na wojnie, mógł się jedynie domyślać z książek i z filmów, że to była po prostu rzeź. I czytał o przypadkach powrotów żołnierzy, którzy nie byli już tymi samymi ludźmi, co sprzed wyjazdu. Może i Reece jakoś go super nie znał wcześniej, ale wolał nie ryzykować.
Odciągnął go na bok i spojrzał mu w oczy, gotowy, aby w razie czego go przytrzymać. Nie wiedział, co mógł zrobić mężczyzna, dlatego miał się na baczności.
- Nie wstanie – zapewnił go, nadal patrząc mu prosto w oczy. Obejrzał się przez ramię dopiero po chwili, aby sprawdzić, czy rzeczywiście z chłopakiem jest wszystko okej i czy jeszcze nie uciekł. Ale jak widać, nie miał ochoty albo po prostu ból mu nie pozwalał. Tak, ileż to razy dostało się Nickowi w tak zwany trójkąt… przecież to jest straszne, więc co dopiero musi czuć ten dzieciak, kiedy dostał od specjalnie wyszkolonego żołnierza…
- Bierzemy wódkę i spadamy, hm?
Nicholas
Scarlett westchnęła ciężko. Mogła się domyślić, że nie wystarczy jedynie zadać pytania. Pod pewnymi względami byli jak ogień i woda. To ona wyrzucała z siebie emocje z prędkością światła, natomiast John trzymał wszystko w sobie. Pamiętała jak przez mgłę twarz matki, która przy każdej możliwej okazji starała się wypytać syna o jakąś przyszłą małżonkę, lub powody wstąpienia do wojska. Spojrzała na znikającą sylwetkę brata i nerwowo wygięła palce. Skrzywiła się słysząc trzask kości. Z natury była ciekawskim stworzeniem i nie mogła się pogodzić z faktem, że czegoś nie wie. Nie mogła jednak naskoczyć na niego i siłą wymusić odpowiedzi. Bardziej przypominałoby to policyjne przesłuchanie, niż rozmowę, a tego nie chciała. Zeskoczyła z blatu i leżącą w okolicy szmatką wytarła plamę alkoholu. Usiadła na podłodze i wpatrywała się tępo w puste butelki po wódce. Czuła przejmujący chłód posadzki, przed którym nie ratował ją sweter. Nie była orłem matematycznym ale takie obliczenia mogła ze spokojem wykonywać w pamięci. Wynik był za wysoki, zdecydowanie za wysoki. Drżącą ręką ujęła pełną butelkę i poczuła pieczenie w kącikach ust. Jej paznokcie zadzwoniły o szkło. Mogła wylać alkohol na podłogę, do zlewu czy nawet wyrzucić butelkę przez okno. Powinno to zrobić, ukrócić śmiertelny nałóg tak jak on kiedyś. Może powinna zamknąć go w jego sypialni jak w ośrodku odwykowym i dostarczać jedynie jedzenie. Wiedziała jednak, że na dłuższą metę to nic by nie dało. John był żołnierzem i pewnie znalazłby sposób ucieczki nawet jeśli miałby zrobić podkop spinaczem. Mogła porozmawiać z Willem, ale obawiała się, że mężczyzna zażąda natychmiastowej wyprowadzki jej brata dla dobra dzieci . A ona musiałaby zdecydować, którego z nich kocha bardziej. Odłożyła butelkę na miejsce i zacisnęła usta w cienką kreskę. Dopiero po chwili z całej siły trzasnęła drzwiczkami od szafki. Chciała w ten sposób wyładować całą złość i żal. Złość na niego, na rząd, który zostawił go samemu sobie. Była wściekła na siebie, bo nic nie zauważyła. I żałowała, że nie jest w stanie mu pomóc. Podniosła się gwałtownie i ruszyła w kierunku jego sypialni.
OdpowiedzUsuń- Jeśli myśli, że się poddam jak tata to się grubo myli.
Jednak gdy weszła do środka John już spał. W jednej chwili opuściła ją cała złość. Usiadła na podłodze opierając się plecami o jego łóżku. Smukłe palce zacisnęła na zwisającej luźno ręce brata. Nim zasnęła obiecała sobie, że zanim wyjdzie do pracy wyrzuci puste butelki.
Scarlett
[Wszystko, co creepy jest dobre. Wącimy coś?]/Russell
OdpowiedzUsuń