poniedziałek, 30 marca 2015

„Sam tak już od lat jak marny cień oszukuję się...”



Nicholas Reece

35 lat / Australijczyk / nauczyciel fizyki / taki tam


Różne plotki chodzą po szkole o nauczycielu fizyki. Mówią, że przechodził ciężką depresję i przeniósł się do nich, bo potrzebował nowego, świeżego otoczenia. Mówią, że targnął na swoje życie raz czy dwa. Słyszał jeszcze, że podobno jego rodzina zginęła w tragicznym wypadku kolei miejskiej. Ktoś jeszcze powiedział, że widział go z jakimś mężczyzną na mieście. Ktoś inny temu zaprzeczył, bo przecież miał żonę. Mówią, że jest sam od tamtego czasu i że wieczory spędza przy alkoholu. Inni twierdzą, że to przecież niemożliwe, ponieważ chodzi raczej zadowolony z życia, pomaga uczniom, angażuje się w swoją pracę. Może dlatego mówią, że robi to, aby zapomnieć o przeszłości. Mówią, że to wszystko kłamstwa, inaczej nauczyciel nie chodziłby taki uśmiechnięty po korytarzach.
Jedno jest pewne – nauczyciel fizyki to chodząca zagadka.

"Jak poskarżyć się przed sobą, że już nie mam sił?"

 


19 komentarzy:

  1. Czy spróbujesz ocalić moją duszę, panie profesorze?

    Administracja wita na blogu i życzy wielu wątków i udanej zabawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zasłoniłam KP, więc czuję się zobowiązana (choć również chcę) do zaproponowania wątku. Obaj wyglądają na skrzywdzonych życiowo, więc niech choć mają kumpli od kieliszka, choć Johna nie było już dawno w Whitehaven...]

    John Beetroot

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hmm, Alisha mogła zostać zaproszona na jakieś spotkanie w szkole, w której pracuje Nick. W sensie, miała przeprowadzić jakąś pogadankę z dzieciakami z każdej klasy, więc mogła też wpaść na lekcje do Nicka i tak się poznali. Później mężczyzna mógł poprosić ją, aby indywidualnie pogadała z jakąś tam uczennicą, o którą się martwi czy coś, także pewnie kilka razy ze sobą by pogadali. No i teraz, po wizycie u swego pacjenta, Alisha może wpaść do jakiegoś baru na drinka, bo tego dnie przyjechała akurat autobusem, a tam spotka właśnie Reece'a, może nieco podpitego, ona sama może się później wstawić i on może jej coś opowiedzieć ze swojego życia, a ona mu walnąć jakąś psychologiczną gadkę. Trochę poplątane, ale mam nadzieję, że w miarę zrozumiałe :)]

    Alisha

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciągnął kaptur na głowę, nie tyle, by nie zmoknąć od lekkiego deszczyku, co zasłonić swoją szpetną twarz i charakterystyczny nos przed wzrokiem zbyt ciekawskich sąsiadek, wyglądających zza firanki na przechodniów. Nienawidził tych grubych babsztyli, które na starość nie miały co robić i zajmowały się prowadzeniem osiedlowego monitoringu. Idą spać o dziewiętnastej, ale widzą jak wracasz z imprezy o trzeciej w nocy, ten typ.
    Uśmiechnął się pod nosem, wciskając ręce do kieszeni skórzanej kurtki, gdy jego wzrok natrafił na świecący szyld sklepu z alkoholem. Ostatnio skończyła mu się wódka. Zbyt szybko, jak na jego gust. Nie powinien chyba jej pić na śniadanie, doprawiać nią obiadu i zapijać kolacji.
    Otworzył drzwi i wszedł, oznajmiając swoje wejście strzepnięciem z ramion kropli deszczu i wytupaniem błota z wojskowych butów o metalową wycieraczkę. John skierował się od razu do półki z wódkami i sięgnął tę co zwykle. Nie najtańsze gówno, odłożony żołd dawał mu odpowiednie zabezpieczenie, by mógł kupić sobie nawet taką najdroższą, tylko po co, skoro tylko butelkę miała ładniejszą, a w mocy nie różniła się niczym?
    Pozdrowił… Nicholasa, tak, on miał na imię Nicholas. Kiedyś składał symboliczny hołd poległemu żołnierzowi w barze, samemu będąc w mundurze, i mężczyzna do niego się przysiadł. Dobrze mu się gawędziło o broni nuklearnej i mechanizmie pocisków balistycznych.
    Teraz, po trzech latach nieobecności, tamten go pewnie nie poznał. John miał zbyt dobrą pamięć do twarzy. Puste spojrzenia jego ofiar i kula, zwana demokracją. Wojna to suka. Demokracja to suka. Polityka to suka. Niech otworzą burdel, a nie każą bawić się w niego porządnym ludziom. On już nawet nie wiedział, czy jest dobry. Zabijał jak automat. Znał takich, którzy w pozbawianiu życia odczuwali swoje katharsis, odkupienie i oczyszczenie. Nie on. To była tylko praca.

    John Beetroot
    [A dziękuję <3]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Jako fanka Szybkich i Wściekłych, oraz Paula Walkera, żądam wątku! Może jakieś włamanie do domu, albo kradzież samochodu. Pani Ogórek zawsze przybędzie z pomocą!]

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  6. Wódka zrozumie. Wódka nie pyta i wódka wybacza. Oto dlaczego tak ciągnęło go do kieliszka. Hołd poległym przy ich zdjęciu, gdy łza kręci się w oku, gdy siedzisz z innymi na krześle barowym i na raz mówicie „za Aleksandra, za Hugha, za Joe”. Później flaszeczka po misji, setka na raz, na dobry sen. I byłoby tak cały czas gdyby nie jego niewola. Teraz wypijał pół litra prawie duszkiem, bez popijania. Przepite gardło, ot co.
    - O, hej. Pamiętasz mnie – powiedział prawie wesoło. Jego niesamowicie niebieskie oczy błyszczały lekko szaleństwem. Przeszedł i widział dużo więcej w ciągu jednego tygodnia niż większość ludzi przez całe swoje życie. Wiedział tylko jedno, gdyby mógł cofnąć czas, owszem, zostałby żołnierzem, ale tamtego felernego dnia zostawiłby jedna kulę dla siebie.
    Nie dane mu było powiedzieć nic więcej czy nawet wziąć do ręki dwóch butelek, gdy usłyszał głośne:
    - Wszyscy na ziemię! Ręce do góry! Dawaj kasę! – John zdążył tylko zauważyć kolesia w kominiarce, z bronią, zaraz położył ręce za głowę, tak jak nauczyło go wojskowe przeszkolenie i uklęknął na rozłożonych nogach, siadając na piętach. Zaklął pod nosem szpetnie.
    O nie, nie będzie poniżany przez jakiegoś opryszka, który napada sklep. Gdy tylko złodziej odwrócił się do nich tyłem, sięgnął za pasek. Broń. Nigdzie się bez niej nie ruszał, zawsze w zasięgu ręki, teraz wciśniętą w tył spodni i zakryta kurtką. Wstał cicho, na ugiętych nogach i wycelował w plecy złodzieja.
    - Ja mam większą – powiedział niskim głosem. Był zły. Bardzo zły. Gorzej, jeśli sprzedawca wezwał policję i przyjedzie jego siostra. Wtedy dopiero będzie miał przechlapane.

    John

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Pomysł dobry, ale nie mam pojęcia co mogliby na nim napisać. Chcesz zacząć, czy ja mam się za to zabrać?]

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  8. Scarlett westchnęła wsiadając za kierownicę radiowozu. Ten dzień zdecydowanie nie zapowiadał się najlepiej. Zapomniała telefonu z domu, co oznaczało, że w razie jakiegokolwiek wypadku rodzina nie będzie się z nią mogła skontaktować. Oczywiście mogła poprosić Willa, aby go jej przywiózł, ale o oznaczałoby tygodniowe wyśmiewanie i tak dużej sklerozy. Zgłoszenie przyszło dziesięć minut temu, a komendant postanowił popsuć jej dzień jeszcze bardziej i wysłać ją. Z nieba zaczynało powoli siąpić, a jej blond włosy skręcały się od najmniejszej ilości wody. Silnik nie chciał odpalić za pierwszym razem, więc uderzyła ze złością w kierownicę. Policyjny parking przeszył klakson, a ona powoli zsunęła się w dół fotela, aby nikt jej nie dostrzegł. W końcu odpaliła samochód i jak najszybciej oddaliła się w kierunku wskazanym wcześniej przez dyspozytora. Ciągłe trzaski w policyjnym radiu tylko ją irytowały. Minęła grupę młodzików i nieomal parsknęła śmiechem, gdy wyprostowali się na widok radiowozu i uciekli w drugą stronę. Gdy podjechała pod wskazany dom zobaczyła zdemolowany samochód i zafrasowanego właściciela. Takich spraw w Whitehaven było niewiele. Zresztą mało co działo się w tym miasteczku. Wszyscy się znali i nawet jeśli ktoś kogoś pobił, lub okradł podejrzany wskazywany przez ofiarę na dziewięćdziesiąt procent był winny. Wysiadła czując krople na czubku głowy i wyciągnęła rękę w kierunku mężczyzny.
    - Oficer Scarlett Beetroot – Cucumber – przedstawił się dwoma nazwiskami.
    Zawsze rozbawiała ją reakcja na to. Ludzie, albo nie wiedzieli co powiedzieć, lub prosili o powtórzenie, jakby się przesłyszeli. Wyciągnęła z tylnej kieszeni dżinsów notatnik i długopis i spojrzała wyczekująco na mężczyznę.
    - Nie przedstawi się pan?

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  9. Czas był dla niego rzeczą względną, w tej chwili równie dobrze mógłby nie istnieć. Patrzył na spanikowanego dzieciaka, który nie spodziewał się takiej reakcji ze strony kogokolwiek, a już na pewno nie posiadania broni, idealnej strzeleckiej pozycji i nieczułego spojrzenia osoby, która widziała za dużo.
    - Jeśli strzelę ci w czoło, w które właśnie celuję, nie zdążysz nacisnąć spustu. – Głos Johna był tak zimny, że gdyby mógł, ciąłby szkło. Ostry, przejrzysty. Informował go, że zabije go bez mrugnięcia okiem.
    Nagle obrócił się i łokciem wybił chłopakowi dłoń z rąk. Ta poleciała na ziemię i poturlała się gdzieś pod ladę. Poczuł pięść na swojej twarzy. Chciał się bić? Chciał się bić z pieprzonym żołnierzem chorującym na zaburzenia psychiczne po niewoli u arabskich terrorystów? Dobre sobie. Pchnięcie w splot słoneczny. Powalenie na podłogę. Przygwożdżenie zasrańca kolanem do podłogi. Ręka z bronią oparta na barku opryszka.
    Zginiesz śmieciu.
    Zupełnie nad sobą nie panował.
    Był żołnierzem. Miał chronić ludzkie życie, a na misjach zabijał. Był maszyną stworzoną przez rząd. Marzenia małego chłopca, przeistoczone w krwawą jatkę na ludziach, którzy nie powinni tam nawet być. Co się działo z tym cholernym światem?
    Poczuł, że ktoś go odciąga siłą od napastnika. Tylko kto teraz nim był? John, broniący sklepu, bez zadraśnięcia czy złodziej, z obitą twarzą i puchnącym okiem oraz prawdopodobnie wybitym nadgarstkiem?

    OdpowiedzUsuń
  10. Scarlett szybko zapisała wszystko w swoim notatniku, doskonale wiedziała, że z jej pamięcią wszystko może lada moment ulecieć. Był to zresztą nawyk, który wypracowała jeszcze w akademii policyjnej. Jej mentor zawsze zwracał uwagę na dobrze wykonane i czytelne notatki. Powtarzał, że w jednym momencie poszlaka jest nieważna, a później może zawarzyć na całym śledztwie. Zacisnęła mocno usta widząc obraźliwy napis. Nie musiała długo myśleć. Tylko młodzież była w stanie wywinąć taki numer pod czujnym okiem starszych sąsiadek, które za pewne lada moment miały jej podać wizerunki i nazwiska. Oddała właścicielowi pojazdu dowód i podeszła do samochodu. Oprócz napisu nabazgranego czerwoną farbą było parę wgnieceń na masce. Wyciągnęła specjalny aparat i zrobiła zdjęcia z dwóch ujęć.
    -Sprawdzał pan, czy nic nie zginęło ze środka? – zapytała wskazując na wyraźne zadrapania na drzwiach i masce – Widać ślady włamania. Trudno stwierdzić czy udanego.
    Sprawdziła jeszcze każdą oponę po kolei, aby upewnić się, że nie została przebita. Założyła rękawiczki na dłonie i zebrała próbkę farby.
    - Może pan otworzyć samochód? – poprosiła. – Niech pan również opowie o tych uczniach. Kiepskie oceny z fizyki to dobry powód, aby wrzucić komuś kamień przez okno, a nie demolować samochód. Jest to jeden uczeń, czy może jakaś specjalna grupa? Najlepiej od razu podać nazwiska.

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dziękuję bardzo. Zdjęcie wybierałam prawie dwie godziny. Candice większość ma w samej bieliźnie :/
    Twój pan też jest świetny. I jaki przystojny! ^^]

    Rose T.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ja na razie pomysłu też nie mam :( Pomyślę i odezwę się, jak już pomysł będę miała.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pomysłów nadal brak, więc może pójdziemy w kierunku czegoś banalnego - młoda matka z dzieckiem, wyraźnie się spieszy, a tu się jej rozwala zupełnie wózek, dzieciak ryczy, siatka z zakupami pękła, a w dodatku zbiera się na rzecz. Może Nicholas ulitowałby się nad nią i zaoferował pomoc?]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Mogę, ale to może potrwać, poniważ ogarniam jednocześnie dwa blogi ^^]

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasem po prostu miała takie dni, że wszystko szło nie tak. Skończyła się pasta do zębów, w kuchni zepsuł się kran, o czym dowiedziała się, starając się doszorować garnek po przypalonym mleku, Gabryś od rana miał humorki i przestawał płakać tylko wtedy, gdy spał, a ona miała ochotę wyjść z domu i nie wrócić tak, jak zrobiła to dziesięć lat wcześniej po kłótni z rodzicami. Teraz jednak nie mogła tak po prostu odciąć się od dotychczasowego życia i… chyba nawet tego nie chciała. Owszem, bywały dni, kiedy padała ze zmęczenia, ale mimo wszystko lubiła swoje życie właśnie takie, jakie było teraz.
    Najchętniej cały dzień spędziłaby w domu, ale fakt, że w lodówce miała jedynie połowę topionego serka i łyk pomarańczowego soku, czekała ją cała ekspedycja do miejscowego marketu, ponieważ była zmuszona zabrać ze sobą syna. Czy naprawdę jego niania musiała zadzwonić akurat dzisiaj z wiadomością, że jest chora i nie da rady podnieść się z łóżka?
    Wracała z zakupów, spiesząc się tak, jak tylko było to możliwe. Zapomniała wziąć parasolki, a wszystko wskazywało na to, że lada chwila zacznie padać. Ciemne, niemal czarne chmury zasnuły niebo i zerwał się nieprzyjemny, chłodny wiatr, który mógł zwiastować tylko jedno. Gabryś złożył broń i chwilowo siedział w zupełnej ciszy, obracając w rączkach pluszowego misia.
    A potem wszystko się posypało w ułamku sekundy. Kółko od wózka odkręciło się i pomknęła parkową alejką, a ona, chcąc w jakikolwiek sposób utrzymać wózek w pionie i nie narażać syna na niepotrzebne siniaki, puściła siatki z zakupami, które w jednej chwili wysypały się na chodnik. Opakowanie z jogurtem pękło, brudząc jej całe buty i spodnie lepką, truskawkową substancją, a jabłka potoczyły się w pogoni za kółkiem. Jakby na domiar złego, Gabryś podniósł przeraźliwy krzyk, niezadowolony z obrotu spraw.
    - Cholera jasna - zaklęła głośno pod nosem, czując pierwsze krople deszczu spadające na jej twarz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzała na mężczyznę z nieskrywaną wdzięcznością w niebieskich oczach. Sama nie miała sił, aby walczyć z płaczącym dzieckiem, zepsutym wózkiem i porozrzucanymi zakupami. Po prostu czuła się tym wszystkim przytłoczona i zmęczona. Od rana wszystko szło zupełnie inaczej niż sobie zaplanowała. Już dawno nie była tak wyczerpana, a czekał ją jeszcze ciężki wieczór, wojna z kąpaniem synka i próby położenia go spać. Nawet nie chciała o tym teraz myśleć, aby nie ogarnęło jej zupełne zrezygnowanie.
    - Dziękuję bardzo – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
    Mały Gabryś przestał rozpaczliwie krzyczeć i skierował zaciekawione spojrzenie jasnych oczek na nieznajomego, który pochłonął całą jego uwagę. Malec był nim na tyle zaintrygowany, że zupełnie zapomniał o tym, że miał uprzykrzyć matce życiem płaczem. Przechylił tylko lekko główkę i wtulił się w matkę, obserwując mężczyznę.
    - Wszystko idzie dzisiaj nie tak, jak powinno – powiedziała, stawiając synka na ziemie.
    Wprawdzie Gabriel z początku nie wydawał się tym pomysłem zachwycony, ale widząc surowe spojrzenie matki, szybko wycofał się z zamiaru ponownego wybuchnięcia płaczem.
    - Stój tu grzecznie – nakazała synkowi, a sama wyjęła z torebki paczkę higienicznych chusteczek i zajęła się ścieraniem jogurtu ze swoich spodni, a chwilę później odeszła kawałek, aby złapać uciekające kółko.
    Wprawdzie nie miała zielonego pojęcia, jak je z powrotem przymocować do wózka, ale wolała nie pozwolić mu uciec. Może znajdzie kogoś, kto da radę naprawić spacerówkę, bo… naprawdę sporo za nią zapłaciła.

    OdpowiedzUsuń
  17. Scarlett uśmiechnęła się pod nosem wchodząc do samochodu. Sama nie była fanką fizyki, więc była w stanie wyobrazić sobie gniew uczniów, którzy mogli przegapić rok z powodu wymyślnych wzorów i zrozumiałych tylko dla niektórych formułek. Uważnie przyjrzała się radiu szukając choćby jednej rysy, która mogłaby świadczyć, że był to nieudany rabunek. Przymknęła jedno oko i spojrzała na dziurkę od kluczyka. Westchnęła ciężko i otworzyła schowek. Nie znalazła tam nic ciekawego.
    - Muszą być naprawdę kiepskimi uczniami – wymruczała pod nosem jednocześnie pisząc w notatniku. – Mam nadzieję, ze nie jest pan jednym z tych inteligentnych ludzi, którzy trzymają papiery od samochodu w środku, bo nigdzie ich nie widzę.
    Podrapała się delikatnie po karku i syknęła, gdy na wpół złamanym paznokciem przejechała za mocno po skórze. Przez wczorajsze kaprysy Susan nie zdążyła uporać się z dłońmi. Wsunęła notatnik do tylnej kieszeni spodni i poprawiła kaburę. Spojrzała na zegarek i wzdrygnęła się. Było wcześnie i jeśli dobrze pamiętała lekcje zaczynały się dokładnie o tej godzinie. Kątem oka zerknęła na zniszczony samochód a potem na właściciela.
    -Jeśli nie ma pan nic przeciwko, mogę pana podwieźć do pracy – zauważyła z uśmiechem. – Radiowóz to nie limuzyna i gwarantuje dziwne spojrzenia i pytania sąsiadów przez następny tydzień, ale jeździ i dowiezie pana do pracy.

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  18. Naprawdę ją zaskoczył tymi słowami i to tak bardzo, że przez krótką chwilę stałą i zupełnie nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Nigdy nie trzęsła się specjalnie nad dzieckiem i nie była nadopiekuńczą matką, choć mały Gabryś z pewnością był dzieckiem rozpieszczonym i kochanym nie tylko przez matkę, ale również przez dziadków i całą rodzinę.
    - Stoi przecież tuż obok, nic mu się nie stanie - odpowiedziała swobodnie, wzruszając delikatnie przy tym ramionami i czułym gestem potargała jasne loczki synka, który uśmiechnął się szeroko.
    Przykucnęła, aby pozbierać resztę zakupów do siatki, a w tym samym czasie chłopiec chwiejnym kroczkiem podszedł do mężczyzny i począł się ze szczerym zainteresowaniem przyglądać temu, co ten robił przy jego wózku. Rose obserwowała poczynania szynka kątem oka.
    Wiedziała, że bez względu na to, jak bardzo się stara, nigdy nie będzie w stanie zastąpić Gabrysiowi ojca, którego brak on musiał już odczuwać. Chłopiec niezwykłą ufnością i zainteresowaniem darzył nawet obcych mężczyzn, co, szczerze powiedziawszy, bardzo niepokoiło jego matkę. Bała się, że przez tą ufność jej synkowi kiedyś ktoś może wyrządzić krzywdę, a ona przecież nie zawsze będzie przy nim, aby go chronić. Teraz mogła to robić, ale co będzie za kilka lat…?
    - Dziękuję, ja się kompletnie na tym nie znam - powiedziała szczerze, wrzucając siatkę z zakupami do koszyka pod wózkiem i łapiąc synka za kaptur kurteczki, aby nie podchodził zbyt blisko i nie przeszkadzał.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Klepiemy tu też jakiś wąteczek?]/Russell

    OdpowiedzUsuń